Proste pytanie 18-letniego syna: „Co więc powinniśmy zrobić?” – odsłania głębszą prawdę o współczesnych podróżach rodzinnych. Po całym życiu towarzyszącym matce w podróżach służbowych udających wakacje, Ezra przybył na Bahamy zupełnie nieprzygotowany na myśl o braku planu. Oczekiwał instrukcji, terminu, a przynajmniej celu innego niż odpoczynek.
Zaciera się granica między pracą a życiem
W wielu rodzinach, zwłaszcza tych, które pracują na własny rachunek lub są zapracowane, granica między pracą a rozrywką stała się tak niewyraźna, że już nie istnieje. Autorka przyznaje, że zabierała ze sobą dzieci w podróże służbowe pod pozorem „wyjazdów rodzinnych”. To niekoniecznie jest coś złego; pozwoliło im zobaczyć świat, który w innym przypadku mogliby przegapić. Jednak to uwarunkowało ich na wypaczoną wersję podróży – napędzaną terminami, rozmowami kwalifikacyjnymi i ciągłym poczuciem obowiązków zawodowych.
Trend ten wynika z rzeczywistości gospodarczej. Dla freelancerów i przedsiębiorców każda chwila jest potencjalnie satysfakcjonująca. Nawet czas „wakacyjny” można wykorzystać na badania, tworzenie sieci kontaktów lub po prostu na utrzymanie dochodu. W rezultacie dzieci, które dorastają, kojarzą podróże z produktywnością, a nie z relaksem.
Utracona sztuka bezczynności
Zawstydzenie syna uwydatnia rosnącą przepaść między pokoleniami. Młodzi ludzie, którzy dorastali w hiper zorganizowanych środowiskach, zmagają się z nieustrukturyzowanym czasem. Bahamy, ze swoimi turkusowymi wodami i spokojnym tempem, wyraźnie kontrastują z nieustannym zgiełkiem współczesnego życia.
Sama autorka ucieleśnia tę sprzeczność. Podróże służbowe przedstawia jako poświęcenie dla dobra swoich dzieci, ale przyznaje, że było to także pragmatyczne rozwiązanie problemów finansowych. Oznacza to, że dla wielu podróżowanie nie jest luksusem, ale kwestią przetrwania.
Pozostaje pytanie: co robić?
Artykuł kończy się bez jasnej odpowiedzi. Autor oferuje opcje – basen, bar, zachód słońca – ale istota problemu pozostaje. Jak nauczyć kogoś, aby po prostu był gdzieś, istniał, bez wskaźnika wydajności?
Problem nie dotyczy tylko wakacji. Chodzi o ogólną erozję czasu wolnego w kulturze mającej obsesję na punkcie optymalizacji. Być może prawdziwą lekcją nie jest to, dokąd iść, ale jak się wyłączyć – umiejętność, która we współczesnym świecie coraz bardziej zanika.


















